"Nie przejdziemy do historii..." Krzysztof Klenczon
Nie chcieliśmy tego. Nikt z nas o tym nie myślał. Szukaliśmy sensu, odkrywaliśmy siebie, uczyliśmy się nawzajem.
To nie było wiekopomne dzieło, o którym uczyliby w podręcznikach. Po prostu staraliśmy się uczynić ten kawałek ziemi, na którym akurat staliśmy, miejscem naszym, odrobinę bardziej znośnym.
Błądziliśmy, gubiliśmy drogę, schodziliśmy na manowce, ale byliśmy, ze sobą i dla siebie.
To nie jest historia wielkiego buntu pokolenia. To subiektywna opowieść o grupie osób, która w kompletnym chaosie pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych postanowiła pozostać wolna, godząc się na konsekwencje.
Od czego by tu zacząć? Może najlepiej od początku. Tylko gdzie właściwie ten początek był? Czy zaczęło się od niemiłosiernie trzeszczącego „Hey Joe” na zdezelowanym magnetofonie? A może od skądś zdobytego VHS-a z koszmarnej jakości kopią „Hair” Miloša Formana? Nie… Raczej od zaciekawienia i dziwnej (dla nieśmiałego z natury Tejota)...
Jeśli ktoś z Was kiedyś widział pielgrzymkę lub w takowej uczestniczył, niech wyrzuci do kosza wszelkie skojarzenia. Owszem, się szło, owszem, msze i modlitwy były elementem codziennym, ale na tym pielgrzymkowatość szpakowiska, w tradycyjnym rozumieniu, się kończyła. To była rzeka, która wypływając wątłym, kilkunasto-kilkudziesięcioosobowym strumyczkiem w drodze rosła, by u...
Mimo swego naturalnego chaosu jakimś cudem Szpakowisko zawsze docierało do Częstochowy „o czasie”, czyli najczęściej 13 sierpnia i ponad wszelką wątpliwość była to najgłośniejsza, najbardziej kolorowa i budząca najbardziej skrajne emocje grupa, jaka w tych dniach na błonia jasnogórskiego klasztoru docierała. Do niepisanych tradycji Szpakowiska należała głośna muzyka (niekoniecznie religijna)...