Cisza
Bezśmiech,Bezpłacz,Bezkrzyk,Bezszept,Bezmysł,Bezjaźń,Bezduch,Bezczucie,Bezsenność,Bezdomność,Bezbronność…Nadzieja
Ogień śle w niebo setki iskier,zapach czerwcowych ziółmiesza zmysły.Pod stopamipulsuje ziemia,odwiecznym rytmem życia.Na krawędzi cieniawirują kształty,rozwiane włosy, splątane ręce.Odrzucane skrawki skromnościJeden po drugimopadają na trawę.Dłoń odnajduje dłoń,usta szukają ust.Zachłannie splecione…
Dotknij mnie.Prawdziwie, całym sobą,najgłębiej jak potrafisz.Dotknij mnie.Myślą i słowem,spojrzeniem i uśmiechem.Dotknij mnie.Odkryj, nazwij,jak nikt przed tobą.Rozpal mnie.Niewinnym gestempozbawionym dotyku.Rozpal mnie.Półsłówkiem, aluzją,obietnicą.Zrób to.A dostaniesz więcej,niż marzysz.
Pąkowiany ciepłą bryząpowoli rozchylakarminowe płatki.Niby spragniony motylmuskam delikatnie cud naturywprawiając w drżeniewciąż ukrytewnętrze.Ostrożnie spijampierwsze krople nektaruzniewolony zapachemTwojej miłości.Nie znam piękniejszej chwiliod tej, gdy z cichym westchnieniemdla mnie rozkwitasz.
Biało-czerwony,wełny kłębek,opadło stado,ledwie nieślepych kociąt.Pazurki, ząbki,turlanie.Gonitwa, dzikie skoki,szamotanie.Lecą strzępy,skrawki, kawałki.Przednia zabawa.Zmęczone kocięta,zasnęły.Nie zrozumieją jutro,gdzie się podział,biało-czerwony,wełny kłębek.
Codzienniechłonę misteriumpospiesznych poranków.Znad kubka kawypodziwiam spektaklburzy niesfornych włosówdo wtóru opadającego muślinu.Czekam pierwszegouśmiechu –wspomnienia nocy,obietnicy wieczoru.Niestetyokrutny czas pozwala jedynieprofanować twego ciała świętośćnienajczystszymi myślami.
Szept,jak motylich skrzydeł bicie,w mrok odziane marzenia,prześwietlone księżycem.W pąkach jabłoni zaklęta,Tęsknota.Czas,jak szara wstęga,przestrzeń bezodległa,zatarta i nieistotna.w jabłoni kwiatach ukryte,pragnienie.Ty,jak barwne olśnienie,liście śpiewnie zielone,powiewem wiatru pieszczone.W owocu jabłoni zamknięte,Spełnienie.
Parapet nawilgły łzamigra smętną nutę – żałobny marsz,kropel deszczu.Ślepe oknapróżno wyglądają słońcaśmiertelnym całunem mgły otulonego.Zmarznięte drzwitęsknią za ciepłemW cmentarny chłódporanka. Czekam na wiatrktóry nie nadejdziei grom, który nie zabrzmi.Spętany łańcuchempóźnej…
Jedna po drugiejnieprzerwanym szeregiemlądują miękko na rozgrzanej skórze.Porwane w korowódruszają w nieznane,znacząc swój szlak wilgotnymi ścieżkami.Mają wspólną,choć dla każdej inną drogę.Czasem nikną od razuw lekko rozchylonych ustach.Większość ma szczęście,odbyć całą…