Odcinam, sekunda po sekundzie,
dni szaro – jednakie,
bezbarwna niezmienność,
zaległa na ulicach.
Naprawdę dzieje się nic,
nie bez przyczyny.
Będzie co ma być,
chyba że ktoś zmieni zdanie,
rzuci wyzwanie i pokona,
artretyzm codzienności.
Wstrzymajcie jednak fanfary,
nie piszcie przedwcześnie,
pochwalnych peanów.
Nikt jeszcze nie wygrał,
wojny z czasem.
Los z natury jest ponurakiem.
Czasem tylko sardoniczny uśmiech,
zabrzmi rzuconą kłodą.
Strzeżcie się tedy wszyscy,
Na uśmiech liczący.
Skutek jest efektem,
zbytniego nagromadzenia,
niewykrzyczanej ciszy.