Z dotychczasowych wpisów może się wydawać, że nasze życie było wesołe, beztroskie i szalone. Owszem, takie było, ale to tylko część prawdy. Każdy z nas przychodził do ogniska mniej lub bardziej poobijany. Każdy nieraz pobłądził w poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Niektórzy, w tym Dzieciak, błądzili także wśród swoich.
To, co niemal zabiło pierwszą falę Ruchu w Polsce, nie zniknęło, było stale i niezmiennie obecne. Zmieniły się środki, inne były możliwości, dostępność, a co za tym idzie i niebezpieczeństwo. A pokusa „głębszego spojrzenia w siebie”, innej perspektywy i doznań, czy choćby chwilowej ucieczki od problemów, ogromna.
Młody człowiek, odstający wyglądem i poglądami od ogólnie przyjętych norm, funkcjonujący w świecie gwałtownych i drastycznych przemian ustrojowych pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, do którego nie miał klucza. Świecie coraz bardziej nastawionym na konsumpcję i konkurencję, w którym nie to, kim jesteś, lecz to ile masz, stawało się najważniejsze, często w domu gdzie pytanie „co do garnka włożyć” nie było kwestią wyboru, lecz pustki w lodówce, po prostu się gubił. A pozbawiony wsparcia i zrozumienia, szukał ucieczki. To nie jest próba usprawiedliwienia. Jedynie suche fakty.
Na każdym zlocie, spotkaniu, zawsze był ktoś, kto „miał przy sobie” lub „miał dostęp”. Narkotyki były wpisane tak w historię, jak i w teraźniejszość hippisowską niemal nierozerwalnie.
Zaczynało się zwykle niewinnie. Od jointa maryśki, lufki haszu itp. Dzięki nim świat stawał się miejscem lepszym, weselszym, powstawały najpiękniejsze wiersze i piosenki. Gdy poprzestawało się tylko na tym, nie było problemu (Tejot po dziś dzień jest gorącym zwolennikiem legalizacji marihuany). Niestety, nie zawsze kończyło się niewinnie.
Bardzo często i szybko w grę zaczynały wchodzić inne używki – grzybki, kwas, makiwara, amfa, rolki, czy dostępna już wtedy hera lub zaczynające się pojawiać piguły*. Temu wszystkiemu towarzyszyło jakże fałszywe przekonanie: „Nie walę po kanałach, więc nie mam problemu, to tylko odskocznia”.
Rzecz w tym, że problem był. Tyle tylko, że najczęściej, zanim człowiek zdał sobie z niego sprawę, był już właściwie po drugiej stronie, ze śladami brudnych igieł na rękach. Kompot** był niemal równoznaczny z wyrokiem.
Tejotowe pokolenie również zapłaciło swoją cenę. Może nie tak liczną i tak tragiczną jak pierwsze, ale równie znaczącą. Sonia, Borówka, Kędzior, Mały, Mycha, Prałat, Daria… To tylko nieliczni, z tych, których życie skończyło się zbyt szybko i zbyt głupio. Po których zostały tylko słowa zapisane drżącą ręką w tejotowym zeszycie. Takie jak poniższy wiersz.
Jestem
jeszcze chwilę
zostało pięć minut
pociąg odjeżdża
beze mnie
zostaję na peronie
przyspawany strzykawką.
Prałat
A Tejot? Tejot miał więcej szczęścia niż rozumu. Bo gdy sam już właściwie z siebie zrezygnował, na jego drodze znalazł się ktoś, kto mimo wszystko nie zrezygnował z Tejota.
✦ ⟡ ✦
* grzybki – grzyby halucynogenne; kwas – LSD; makiwara – wywar/zupa ze słomy makowej; amfa – amfetamina; rolki – relanium, silny lek uspokajający i przeciwlękowy; hera – brązowa heroina; piguły – ecstasy.
** kompot – „polska heroina”, produkt wytwarzany w domowych warunkach z maku opiumowego, niezwykle mocno uzależniający, z racji warunków produkcji silnie zanieczyszczony, szybko wyniszczający organizm.