Czasami bywa pięknie. Wiersz, opowiadanie, czy rozdział powieści, piszą się niejako same, a autor jest jedynie pośrednikiem, przelewającym na papier historię, która rwie się na wolność. Ten „twórczy szał” ma w sobie coś mistycznego, nieodgadnionego. Człowiek ma wrażenie obcowania z czymś większym, silniejszym od niego, a słowa i opowieści pojawiające się na papierze, potrafią zaskoczyć.
Czasami jednak Tejot siedzi godzinami nad pustą kartką. W głowie roi się myśl za myślą, pomysł za pomysłem, ale gdy tylko próbuje któreś z nich uchwycić, poznać bliżej — rozwiewają się jak dym. Znasz to, prawda?
Cóż wtedy czynić? Można się siłować, próbować klecić na siłę, ale rzadko kiedy przynosi to zadowalające efekty. Można rzucić pióro w kąt lub wstać od komputera i zająć się czymś innym, tylko co z pomysłami? Te z natury są przecież ulotne, chwilowe, znikają szybciej niż ogniskowe iskry w mroku nocy. Szkoda ich.
Z pomocą może przyjść coś, co Tejot nazywa „myślbookiem”.
To przestrzeń, w której Tejot zachowuje te nieskładne strzępki, fragmenty, czasem pojedyncze zdania, zanim ulecą z pamięci. Wraca do nich w chwilach, gdy Erato, Melpomena, Euterpe lub Kaliope (z Talią dotąd nie udało mi się zaprzyjaźnić) akurat będzie miała lepszy nastrój i spojrzy na Tejota przychylniej. Wtedy z takiego, zapisanego kiedyś, jednego zdania, może się zrodzić opowieść lub wiersz. Często zaskakujący samego autora.
Myślbook może mieć dowolną formę. W przypadku Tejota są to (już w tej chwili trzy) grube zeszyty, najprzeróżniejszych notatek. Czasem jest to opis jakiejś postaci, czasem fragment planu opowiadania, niekiedy jakaś pojedyncza scena, lub jedno zdanie lub fraza, którą Tejot zdecydował się zapisać (najczęściej już nawet nie pamięta dlaczego).
Oczywiście przy takiej ilości materiału nie sposób spamiętać, co w myślbooku się znajduje (zresztą on właśnie temu służy, żeby nie musieć pamiętać), dlatego, po latach, lektura zapisków może być, bardzo ciekawa i odkrywcza.
Niektórych rzeczy zapisanych w myślbooku nie wykorzystasz nigdy, niektóre powrócą więcej niż raz, w różnej formie. Zdaniem Tejota warto, przy takich wykorzystanych fragmentach, czynić adnotację o ich użyciu (choćby tylko tytuł utworu i data powstania).
Pewnie jest wiele innych, być może lepszych koncepcji na radzenie sobie z ulotnością myśli, ale jeśli nie masz własnej, Tejot poleca choćby spróbować myślbooka.