Mozaiką myśli
upstrzona codzienność
tańczy na strunach
słonecznego blasku
treląc słowiczo
ciepło poranka.
Otwartą dłonią
zgarniam mgłę z powiek
zachłyśnięty zielonością
psotnego wiatru
plączącego źdźbła
spojrzeń.
Kwitnę żółcią
kaczeńców pod oknem
upojony chwilową beztroską.